Okładka, która przyciąga

with 2 komentarze

Okładka musi być pierwszą ilustracją do książki

„Uwielbiałam cię karmić” to moja druga książka, którą wydaję samodzielnie. Dwa lata temu wydałam Jeżyka zwanego Pajacykiem. Wtedy działałam na oślep, nie wiedziałam nic na temat rynku wydawniczego i marketingu, a okładka była ostatnią ilustracją, którą Ola Włodarczyk zrobiła do książki. Tym razem wiedziałam już, że okładka musi być pierwsza. Ma od samego początku zapoznawać czytelnika z nowością wydawniczą, przyzwyczajać go do siebie, umożliwić mu sprawdzenie, czy ta książka jest dla niego i pozwolić mu przygotować się do ewentualnego zakupu. Byłoby idealnie, gdyby go do tego zakupu po prostu zachęciła.

Pierwsze propozycje okładek

Ponieważ okładka Jeżyka zwanego Pajacykiem jest genialna (przekonałam się o tym na Targach Książki w Krakowie, kiedy dzieciakom głowy się chciały pourywać na widok dużej okładki Jeżyka wystawionej na sztaludze przy moim stoisku), naturalne było, że to Olę Włodarczyk jako pierwszą poprosiłam o propozycję okładki do Uwielbiałam cię karmić”. Tym bardziej, że przy „Jeżyku” współpraca z Olą układała się fantastycznie! Ola przysłała mi cudo! Przepiękną postać mamy karmiącej piersią, rozanielonej nad swoim maleństwem, z subtelnie zsuniętym ramiączkiem, otulonej kwiatami bawełny (wcześniej tę bawełnę wydyskutowałyśmy). Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Poprosiłam o dwie wersje kolorystyczne. I mimo, że ostatecznie nie wybrałam Oli, chciałam, żeby jej dzieło ujrzało światło dzienne. Oto ono:

 

Warto dać sobie możliwość wyboru

Czułam jednak pod skórą, że chcę się rozwijać, chcę poznawać nowe możliwości i inne rozwiązania. Poprosiłam więc Asię Lichtańską o jej propozycję okładki. Asia zgodziła się z entuzjazmem i po kilku tygodniach dostałam od niej… cudo! Przepiękną postać mamy tulącej swoje maleństwo, z uroczym wiankiem ze stokrotek na głowie, w pięknej turkusowej sukni, namalowaną z taka starannością i skrupulatnością, że zaniemówiłam. Oto ta okładka:

Decyzja – znajdź wyróżnik, który przeważy szalę

Znalazłam się w niesłychanie trudnej sytuacji. Obie propozycje były wspaniałe. Nie umiałam się pożegnać z żadną z nich. Wiedziałam, że z Olą świetnie mi się pracowało, ale Asi nie znałam. Potrzebowałam więc dowiedzieć się o niej więcej – jak pracuje, jaką ma wizję na książkę, jakie ma bieżące zobowiązania i jaki termin przewiduje na zilustrowanie całości. Spotkałyśmy się przy okazji wystawy prac Asi, miałam więc możliwość zobaczyć większą próbkę jej stylu. Dodatkowo Asia przyniosła z sobą prototyp okładki, czyli namalowaną ręcznie ilustrację, którą dopiero potem obrabiała w komputerze. No i to mnie rozwaliło. Kiedy dotknęłam pomarszczonej od farby kartki, kiedy zobaczyłam te wszystkie detale, kropeczki, kreseczki, łezki, cienie, wszystkie zrobione jej własną ręką, żywe, realne – rozpłynęłam się. Znalazłam się na artystycznym haju. Głaskałam kartkę i nie mogłam się ruszyć. Wtedy zdecydowałam, że chcę, żeby ta książka był inna niż Jeżyk, żeby powstała inną techniką, żebym mogła doświadczyć więcej. Dlatego wybrałam Joannę Lichtańską.

Projekt to jednak tylko projekt

Podjęłam decyzję, że chcę pracować z Asią, ale wiedziałam też, że chcę inną okładkę niż jej pierwsza propozycja. Miałam kilka uwag:

– łezki w tle wydawały mi się niepotrzebne (a były namalowane – to nie praca na warstwach w komputerze, tylko fizyczna farba na papierze),

– dzidziuś wyglądał na chłopczyka, a ja chciałam dziewczynkę,

– ubranie dzidziusia było dla mnie za ciemne (a nie dało się go przemalować),

– chciałam, żeby mama na okładce karmiła dziecko piersią.

Asia przyjęła uwagi z pokorą i powiedziała, że i tak zamierzała okładkę zaprojektować od nowa.

Matka Królowa Karmicielka

Po kilku tygodniach Asia przysłała mi… kolejne cudo! Matkę Królową Karmicielkę – inaczej nie mogę nazwać pięknej kobiety, która ubrana w odświętną zieloną suknię, siedzi dostojnie z dzieckiem przy piersi. Jej twarz jest pogodna, dziecko jest spokojne. Na głowie pozostał skromny wianek, a córeczka dostała jedną stokrotkę za uszko. Idealna harmonia.

przedsprzedaz-uwielbialam-cie-karmic-alicja-podgrodzka-baner-1

Sprawdzić, czy wszystko jest takie, jak ma być

Tylko jedna rzecz budziła moją wątpliwość – goła pierś. Mimo, że chciałam mamę karmiącą – przestraszyłam się. Bałam się krytyki, hejtu, zarzutów, że szerzę niewłaściwe treści, bałam się też, że okładka będzie z tego powodu blokowana w Internecie. Podzieliłam się tą wątpliwością z Asią i znalazłyśmy dwa rozwiązania: ubrać mamę na próbę i skonsultować odbiór gołej piersi z maksymalnie dużą ilością osób. Ja jeszcze w międzyczasie dowiedziałam się, że Facebook pozwala na umieszczanie zdjęć matek karmiących piersią. – na swojej stronie pisze „Uważamy, że karmienie piersią jest naturalne i piękne” Na szczęście wszystkie konsultacje wypadły pomyślnie i goła pierś nie gorszyła nikogo spośród osób, które zapytałyśmy, bo ubrana mama wyglądała beznadziejnie! Straciła cały urok i przekaz. Zobaczcie sami:

Dobór krojów pisma

Kiedy miałyśmy już jasność, że mama na okładce wzbudza zachwyt i jest bardzo dobrze przyjęta przez wszystkie testerki i wszystkich testerów (bo mężczyzn też pytałyśmy), zostało nam dobranie kroju pisma dla głównego tytułu. Dla podtytułu i nazwisk autorek Asia zaproponowała czcionkę Courier New, która daje efekt pisma maszynowego, może trochę staroświeckiego, ale ja je kupiłam od razu – sama bywam staroświecka i nie widzę powodu, żeby się z tym ukrywać. Dla tytułu głównego, czyli Uwielbiałam cię karmić” Asia zaprojektowała trzy warianty krojów pisma. Szeryfowy, rozbiegany i ułożony. Hmm… Asia była za szeryfowym, a mnie się najbardziej podobał rozbiegany. Po namyśle stwierdziłam jednak, że rozbiegany pasuje do innego rodzaju książki (i od razu go dla siebie zarezerwowałam), a szeryfowy po prostu mnie nie przekonywał. Został zatem ułożony. Poniżej możecie zobaczyć te trzy warianty:

Projekt okładki do książki Alicji Podgrodzkiej "Uwielbiałam cię karmić"

 

Ostateczny układ okładki

Najważniejsze elementy okładki zostały uzgodnione. Teraz zostało nam rozplanować pozostałe treści. Były z tym niemałe przejścia, bo w międzyczasie zmieniłam tytuł (o tym można przeczytać tutaj). Długo szukałyśmy z Asią idealnego rozwiązania, bo zdążyłyśmy się już przyzwyczaić do pierwotnej wersji. W tym przypadku nawet ja uruchomiłam swoje skromne umiejętności i na ile potrafiłam, robiłam w Canvie symulacje. Tym zainspirowałam Asię do dodania kółeczka z napisem „Dla dziecka i mamy”, które rozwiązało nam sprawę nadmiernej ilości tekstu w podtytule, a jednocześnie dodało element przykuwający wzrok do niezbyt oczywistej informacji, że książka może być przeznaczona dla więcej niż jednej grupy odbiorców. Ostatecznie okładka wygląda tak (jest to nadal prototyp, który Asia będzie jeszcze dopracowywać):

przedsprzedaz-uwielbialam-cie-karmic-alicja-podgrodzka-baner-1

Poniżej możecie też zobaczyć, ile wersji okładki mam w swoim komputerze (a myślę, że Asia w swoim ma ich jeszcze więcej!). Uwierzcie, wydawanie książki to jest naprawdę ogromny projekt. Ale ja chcę, żeby ta książka była idealna, tak samo, jak Jeżyk, więc dokładam wszelkich starań, żeby tego dopilnować.

Czy ten artykuł był dla Ciebie interesujący? Co Cię szczególnie zaciekawiło? Proszę, napisz w komentarzu. To mnie zawsze bardzo cieszy.

2 Odpowiedzi

  1. Kasia
    | Odpowiedz

    Od lat marzę o pracy związanej z rysowaniem, zwłaszcza z ilustracją dziecięcą. Bardzo ci dziękuję za ten wpis. Jestem początkująca i też zupełnie się nie znam na rynku. Dlatego widząc cały proces wybrania samej okładki i osoby która zajmie się przełożeniem słów na ilustracje jest dla mnie niezmiernie ciekawy. Dodatkowo sam temat książki jest mi niezmiernie bliski, bo sama jeszcze podążam mleczna drogą 😉 choć zbliżamy się powoli ku końcowi.

    • Alicja Podgrodzka
      | Odpowiedz

      Cieszę się, że mój wpis okazał się przydatny 🙂 To rzeczywiście złożony proces – pomysł autora, czy wydawcy, znalezienie ilustratorki, a potem współpraca. U nas trwała ona prawie rok i byłyśmy cały czas w stałym kontakcie 🙂 Ja bardzo stawiam na relacje, dlatego liczy się dla mnie nie tylko warsztat, ale tez gotowość i otwartość ze strony partnerów w projektach 🙂
      A co do samej książki – również oparta na relacjach, wspiera relacje i przygotowuje do ich utrzymania przez długie lata – polecam! I życzę spokojnego zakończenia mleczne drogi <3

Zostaw Komentarz