Jakie imię dla bohatera negatywnego?

with Brak komentarzy
Dylematy pisarki
Obraz DarkWorkX z Pixabay

Siedzę przed tekstem. „Krzysiucho. O chłopcu, który pokochał swoją wadę”. Jeśli znajdzie się wydawca, ta książka może się okazać ważną lekturą dla wielu młodych ludzi pogubionych przez swoje kompleksy i zlinczowanych w szkole ze względu na swoje wady (właściwie to nie są ich wady, tylko wady natury).

Książkę (może powinnam napisać „nowelę”, bo to nie jest opasłe tomisko, ale lubię o swoich utworach mówić „książki”) sprawdziłam już kilkakrotnie, naniosłam wszystkie poprawki, swoje i beta-czytelników. Przeszła ona pomyślnie konsultację merytoryczną pod kątem sztuki cyrkowej oraz konsultację medyczną pod kątem hemofilii. Mam recenzję od dyrektora Państwowej Szkoły Sztuki Cyrkowej w Julinku, pana Piotra Tomczaka.

Wydaje się, że wszystko jest gotowe, żeby zacząć wysyłać tekst do wydawnictw. Ale nie. Stoję. Nie mogę powiedzieć, że utknęłam, ale zdecydowanie został mi jeden dylemat: jakie imię nadać bohaterowi negatywnemu?

Powiem Wam szczerze, że ja w ogóle mam kłopot z negatywnymi charakterami, bo mnie ich zawsze jest żal. Uważam, że żaden człowiek nie rodzi się zły. Nie ma takiej możliwości, ponieważ człowiek jest stworzony na podobieństwo Boga, więc nie może być zły. Człowiek rodzi się idealny. To, co dzieje się z nim później jest wynikiem wielu zdarzeń i zderzeń – przypadków, niespełnionych potrzeb, tęsknot, błędów samego człowieka, ale również jego bliższych i dalszych przodków… Nie bez znaczenia jest również epoka, w której przychodzi mu żyć, kultura, w jakiej wyrasta, systemy, którym zostaje podporządkowany i tak dalej. Potencjalnych czynników, jakie mają wpływ na negatywne zachowania człowieka jest mnóstwo. Pytanie, na ile sam człowiek ma na nie wpływ… Nie chcę powiedzieć, że człowiek nie może się świadomie przeciwstawić złu. Oczywiście, że może, ale warunkiem do tego jest świadomość, a tę nabywa się z wiekiem albo w miarę zdobywania doświadczenia życiowego. Najczęściej zaś jedno z drugim idzie w parze.

A mój bohater jest dzieckiem. I jest wredny. Jest okrutny. Ubliża, poniża, dokucza, obśmiewa wszystkich. Szczególnie łatwo przychodzi mu to w stosunku do dzieci, które w jakikolwiek sposób są słabsze. Dlaczego to robi? Bo to tarcza obronna na jego niedostatki. Bo znalazł tylko taką drogę, żeby nie pozwolić nikomu obśmiewać siebie samego. Zdaje sobie bowiem sprawę, że nie jest idealny. I na swoją obronę wybrał najłatwiejszy z możliwych sposobów – atak. Czy to jego wina? W przypadku dziecka nigdy nie można tego powiedzieć.

A więc mimo, że umieściłam go w książce na potrzeby opowiedzianej historii, to oczywiście chłopca jest mi szczerze żal. Pewnie zrehabilituję go w kolejnej części, ale na dziś pozostaje bohaterem negatywnym. Wobec tego mam dylemat – jak mam mu dać na imię? Oczywiście dziś ma pewne imię. Nie chcę go tutaj zdradzać. Jest to pierwsze imię, jakie mi przyszło na myśl, kiedy rok temu pisałam tę opowieść. Dość szybko uświadomiłam sobie, że takie nosi pewien chłopiec w mojej rodzinie. Wtedy jednak myśl o tym, że mogę chłopaka urazić odsunęłam na bok. Teraz wróciłam do pracy nad książką i jak napisałam wcześniej, zrobiłam z nią wszystko co na tym etapie mogłam, ale to imię mnie męczy. Mogłabym to zignorować, w końcu naprawdę wybrałam to imię przypadkowo. Tyle, że ja niedawno tego chłopca spotkałam po kilku latach i byłam nim oczarowana! To wspaniały dziesięciolatek! Oprócz miłej rozmowy, poczęstował mnie jeszcze komplementem:

– Ciociu, napisałaś piękną książkę. – Chodziło mu o „Jeżyka zwanego Pajacykiem”.

No i jak ja mogę jego imię dać temu wrednemu chłopakowi z mojej książki??? Nie mogę przecież!

Zapytałam moich synów, czy jakieś imię kojarzy im się zdecydowanie negatywnie… Tak, mają takie typy. Jedno imię nosi syn mojej serdecznej przyjaciółki, a drugie inny chłopiec w mojej rodzinie…

No i jestem w kropce.

Co zrobilibyście na moim miejscu?

Leave a Reply